Jak jest rest to rest!
Dzień 9- restujemy w baños w Baños!
Baños czyli łaźnie (łazienka również), a w zasadzie ciepłe źródła w tym przypadku. Miejscowość Baños jest znana właśnie z leczniczych źródeł, jeszcze z czasów Inków. Poszliśmy do tych najstarszych, dla lokalesów a nie do turystycznych parków wodnych. Fakt faktem, woda wygląda jakby jeszcze czasy Inków rzeczywiście pamiętała 😂 ale nie wania 😉 Były 3 baseny- z lodowatą wodą, ciepłą i gorącą. I tak wyszło, że to my byliśmy tam atrakcją 🙈 Lokalni emeryci bardzo chcieli z nami pogadać, nie bardzo rozumieliśmy o co chodzi, ale przekazaliśmy, że my z Polonii i było, że „muy lejos!” (bardzo daleko!). Wymoczyliśmy tyłki porządnie, a dodatkowo za 20$ można było pójść na 60min masażu. Jak rest to rest, żal byłoby nie skorzystać 😁 Bardzo przyjemny klasyczny masaż całego ciała, z aromaterapią i ciepłymi kamieniami. Bardzo odprężające doświadczenie , szczególnie po tak intensywnych ostatnich dniach.
Poza tym spacery po mieście, lody, kawa, zakupy, lunch na lokalnym targowisku (sami byśmy tam nie poszli, ale za 3$ najedzeni pod korek).
Ogólnie mamy wrażenie, że głównie jemy i sikamy na tym wyjeździe. Porcje jak dla wojska, niby musimy mieć siłę, mamy dużo większe zapotrzebowanie energetyczne, ale nie wierzę, że to wszystko zrzucę. Na razie jedynie rozciągam sobie żołądek…
Po Cotopaxi nie mieliśmy ochoty w ogóle ruszać się pod Chimborazo. Ale odpoczęliśmy trochę…i jednak dziki do lasu ciągnie 🙈 Podjęliśmy decyzję o wyjściu do bazy pod Chimborazo na 5350m npm. Sprawdzimy buty, przetestujemy głowę Gabrysia, prześpimy się w białych namiotach i zobaczymy dokąd dojdziemy w trakcie ataku szczytowego. Bez oczekiwań, na zasadzie weryfikacji.
Dzień 10 - dojście do bazy namiotowej pod Chimborazo 5350m npm.
9:30 wyjazd z Baños. Ubrani na wyjście, a po drodze znów upał w autobusie, więc gotujemy się ponownie. 13:00 lunch, potem podjazd pod schronisko na 4800m npm. Okazało się, że nasz autobus ma klimę… na rany kota, teraz? Przedostatniego dnia wyprawy? Pan kierowca w ogóle ma specyficzne podejście do swojego pojazdu, bo ciągle zostawia go na chodzie. A diesel pokopcić umie i lubi zasnuwając całą okolicę autobusu duszącymi spalinami wkurzając całą ekipę. Silnik klekocze gdy pakujemy bagaże, gdy rozdzielane są paczki lunchowe a przy okazji smrodek się zaciąga do środka. Prośby o wyłączenie średnio działają i zaczęliśmy zastanawiać się czy on się boi, że nie odpali? 🤔 Druga teoria dotyczy wsparcia procesu aklimatyzacji ;)
O 17 dotarliśmy do bazy namiotowej pod Chimborazo na 5350m npm. To oznacza, że już 3 raz jesteśmy ponad 5k! Wyjazd na wykończenie przeciwników. U Gaba głowa wystartowała znowu, ale dość wysoko. Zaraz po przyjściu zjedliśmy kolację, bo pobudka znów o 23:30. Jak wstaniemy to zdecydujemy co robimy, w zależności od głowy Gabrysia.
O 17 dotarliśmy do bazy namiotowej pod Chimborazo na 5350m npm. To oznacza, że już 3 raz jesteśmy ponad 5k! Wyjazd na wykończenie przeciwników. U Gaba głowa wystartowała znowu, ale dość wysoko. Zaraz po przyjściu zjedliśmy kolację, bo pobudka znów o 23:30. Jak wstaniemy to zdecydujemy co robimy, w zależności od głowy Gabrysia.
Myśleliśmy, że będziemy spać w takich fajnych białych namiotach, ale nie. Przypadł nam w udziale nocleg w bunkrze na 20 parę osób, a białe namioty to kuchnia, jadalnia i obsługa.
Tutaj jeszcze mój ulubiony temat w górach wysokich - kibelki 😜 w schronisku pod Ilinizą i pod Cotopaxi pisałam, że europejskie, tylko zapomniałam dodać, że spuszczane wodą z wiaderka. Przy czym zewnętrzne beczki z wodą w nocy zamarzały 🫣 W bazie pod Chimborazo są zbudowane wychodki. Męski i damski. Ogólnie przedzielone tylko ścianką z desek, więc można sobie pogadać w trakcie, a na stojąco to i popatrzeć w oczy. W damskim są dwie dziury. Jedna z sitkiem na samo siku, druga obok na cięższy kaliber. Ogólnie byłoby ok, gdyby nie to, że drzwi się nie zamykają i trzeba cały czas trzymać za sznureczek, żeby się nie otworzyły. Jest to dość trudne znad dziury nr 2. Poza tym oczywiście lód pod nogami więc taniec pingwina na szkle. Skupienie poziom 1000, wykonując akrobatyczne pozy, co by drzwi się nie otworzyły, trafić do dobrej dziury i nie wypierdzielić się nogami do góry… wody brak.
Dzień 11 - atak szczytowy na Chimborazo. Zostajemy.
Gab po 4 ibupromach, łeb trzaska, widać że źle się czuje. Mogłabym iść sama, bo u mnie wszystko dobrze, chyba aklimatyzacja zaskoczyła w końcu. Tylko po co? Nie mam takiego parcia i nie będę miała frajdy z wchodzenia samej, szczególnie myśląc cały czas jak tam Gab, czy nie jest gorzej. Do tego potrzeba wzajemnej motywacji. Tak to mogę pomóc mu się spakować i zejść wcześniej do schroniska razem, jeżeli będzie trzeba. Przyjechaliśmy po ciekawe przygody i mamy 😂 wystarczy.
Gab po 4 ibupromach, łeb trzaska, widać że źle się czuje. Mogłabym iść sama, bo u mnie wszystko dobrze, chyba aklimatyzacja zaskoczyła w końcu. Tylko po co? Nie mam takiego parcia i nie będę miała frajdy z wchodzenia samej, szczególnie myśląc cały czas jak tam Gab, czy nie jest gorzej. Do tego potrzeba wzajemnej motywacji. Tak to mogę pomóc mu się spakować i zejść wcześniej do schroniska razem, jeżeli będzie trzeba. Przyjechaliśmy po ciekawe przygody i mamy 😂 wystarczy.
Tu ekipa szykująca się do ataku szczytowego:
Na żadnym wyjeździe do tej pory Gab nie miał aż takich przebojów z głową. Najwyraźniej nie ten moment, może kwestia takiej aklimatyzacji, jaką tu mamy, jest słaba? Na wyjście ogólnie zdecydowały się 4 osoby na 9.
Para „starszych” robi najwięcej rabanu na wyjściu, więc znów była pobudka o 1h wcześniej, a potem druga przed świtem, bo jednak zrezygnowali z wyjścia na szczyt (po całym uszykowaniu się), ale na zdjęcia o świcie chcą wyjść wyżej. A że Gab miał tego pecha spać obok, to zak*** równo, bo nic nie pospał.
Para „starszych” robi najwięcej rabanu na wyjściu, więc znów była pobudka o 1h wcześniej, a potem druga przed świtem, bo jednak zrezygnowali z wyjścia na szczyt (po całym uszykowaniu się), ale na zdjęcia o świcie chcą wyjść wyżej. A że Gab miał tego pecha spać obok, to zak*** równo, bo nic nie pospał.
Jedziemy na grillowane świnki morskie :)



Comments
Post a Comment