Dach Ekwadoru cz.4

Uprzedzając fakty Iliniza Norte 5126m npm zdobyta!


Dzień 5 - Wejście do schroniska pod Iliniza Norte.

Zaczęło się od małej skuchy na odprawie wieczornej, bo miało być tak, że kto chce to bierze konia na wniesienie rzeczy do schroniska, a kto chce niesie sam. Na atak szczytowy mieliśmy wychodzić na lekko, ale na zejściu zabrać resztę ze schroniska. Tak w teorii, ale na odprawie okazało się, że schodzić będziemy inną drogą i nie będziemy przechodzić już przez schronisko. No to się załamaliśmy z Gabem, bo nie braliśmy konia, sami mieliśmy robić za muły, ale nie wejdziemy na szczyt z tym całym majdanem (dodatkowe ciuchy, grube śpiwory, dodatkowe przekąski, jakies buty), szczególnie że tam jest dużo odcinków skalnych, z poręczówkami i znów uprzęże i kaski. Im mniejsze obciążenie na plecach tym lepiej. Poza nami jeszcze jedna para zamierzała sama wnosić. Na szczęście dało się dorzucić do koni po jednym pakunku od nas i od nich, więc jesteśmy uratowani. 
Refugio okazało się być na 4700 a nie 4500 🙈 Bagaże poszły na konie, a my na lekko w kierunku schroniska. Dzisiaj start z 4k m npm no i właśnie dojście do schroniska na 4700. Czyli śpimy prawie  na takiej wysokości na jaką wczoraj wchodziliśmy. 
Dzisiaj bez atrakcji, dobrze się czuliśmy, więc widać pomału aklimatyzacja się załącza. Szliśmy 3h z postojami. 
Schronisko. Są to dwie sale- jedna do spania, druga kuchnio-jadalnia. Miejsc do spania jest 20 parę, piętrowe. Zimno jak w psiarni. Kibelki dwa, w budynku, ale trzeba wyjść na zewnątrz żeby do nich wejść. Europejskie! Luksus. Łazienka? Prysznic? Zapomnij. Wodę z lodowca gotują w wielkich garach - na jedzenie i na herbatę, kawę. To i tak rewelacja, że mamy tu jedzenie i to obiad, a potem  kolację, tak dużo, że nie da się przejeść. Wiadomo- trzeba mieć siły. Oczywiście zasięgu i neta brak jakby kto pytał 😜 

Na zdjęciu powyżej ekwadorskie zioło Sulfo, rośnie na wysokości 3400-5000m npm i jest stosowane na chorobę wysokościową. Najczęściej robi się z tego herbatę. Bardzo ładnie pachnie. 
Korzystając aktualnie ze sjesty poobiedniej napiszę jak to jest z tą chorobą wysokościową. Ogólnie jak ktoś się bardzo źle czuje to sprawdza się saturację. Łukasz ma pulsoksymetr. Ale jak ktoś ma niską to wcale nie oznacza, że ma chorobę wysokościową. W górach wysokich prawidłowa saturacja różni się w zależności od wysokości i tak przy 5100m npm taka prawidłowa to ok 80%. Ale nawet jak ktoś ma niżej to dodatkowo istotne jest czy ma objawy i do tego dwa przynajmniej, żeby zacząć mówić o chorobie wysokościowej. 
Są to: ból głowy, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, osłabienie, zawroty głowy, zaburzenia snu. I to się jeszcze ocenia w skali 0-4 każdy. Także spokojnie, mamy objawy normalne do przebywania na dużej wysokości, ale to jeszcze nie choroba 😉
Znamy już plan- wyjście o 5 rano, więc pobudka o 4, śniadanie, zapakowanie tobołów dla koni do zniesienia na dół. Wymarsz w pełnym rynsztunku, czyli kaski z czołówkami i uprzęże. No i tak mnie oświeciło, że skoro zejście inną drogą to nie ma opcji, że ktoś nie wejdzie. Idziemy tak długo jak potrzeba, żeby wszyscy się na szczycie znaleźli. Poza nami w schronisku są jeszcze dwie ekipy, więc gwarno i raczej nie pośpimy, bo oni wychodzą 2-3 na wierzchołek południowy. Tam „spacerek” robi się przez lodowiec, więc więcej czasu potrzeba i więcej sprzętu. U nas lodowce dopiero na 2 następnych szczytach.

Dzień 6 - Atak szczytowy na Ilinizę Norte. 
Noc - jak się okazuje to całkiem nieźle spałam, słuchając niektórych z ekipy. Z Gaba 8 wyjść na siku zarejestrowałam tylko 2 😉 ale budziłam się w nocy z taką pikawą, że myślałam że mi serce wyskoczy. Ja na zegarek - a tętno 120-130! Spoczynkowe kurna! No tak wygląda aklimatyzacja. Jogowe ćwiczenia oddechowe bardzo się przydały, bo rzeczywiście byłam w stanie wyrównać oddech i spowolnić tętno i zasypiałam spowrotem. Wiele osób nie pospało wcale. 
Poniżej pogląd na trasę naszej wspinaczki. Od lewej schronisko, schodzimy po prawej. 

5:00 wymarsz. 
Na początku stromo, ale kamienistą ścieżką. Tak dotarliśmy do punktu widokowego na wschód słońca. Dostaliśmy w prezencie widoki na 100km! Czad! Wszystkie nasze poprzednie i następne wulkany widoczne i masa innych!
Cotopaxi:

Od tego miejsca wiążemy się linami po 3 osoby plus przewodnik i dalej idziemy już na asekuracji lotnej.

Taki scrumbling, czy jak kto woli skrobanie po skałkach. Po drodze obchodziliśmy „fałszywy wierzchołek” drogą o ciekawej nazwie „Paso de la muerte” - zajebiście! Na koniec trochę drapania się na szczyt takim pseudo kominkiem i dotarliśmy! O 8:00 zameldowaliśmy się na szczycie, w komplecie. Iliniza Norte 5126m npm. Tu odsłonił się najwyższy szczyt Ekwadoru i nasze ostatnie wyzwanie -Chimborazo. 
Ten szczyt z przodu to Iliniza Sur a za nią w tle Chimborazo

No i w zasadzie po tym najgorsze czekało przed nami - bo od razu na sam dół to co weszliśmy wczoraj i dzisiaj czyli ok 1130m w różnicy poziomów.
Paskudne piargi wyciągały po drodze siły z nóg. Gab łyka ibuprom jak gęś. Ale daliśmy radę! Na dole byliśmy po 11, czekaliśmy jeszcze godzinę na ostatnią parę. 
Jedyny odpoczynek jaki nas czeka to dzisiaj do końca dnia. Jutro ładujemy się do schroniska pod Cotopaxi. Tak intensywnego wyjazdu jeszcze w życiu nie mieliśmy 😱 Za jakie grzechy…🙈








Comments